Sobota, 20 Października 2018 - Ireny, Kleopatry, Jana

Bądźmy poważni – zacznijmy się śmiać

OJCIEC LEON KNABIT przyjechał do Jarocina na zaproszenie Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy. Z najbardziej znanym benedyktynem w Polsce rozmawiał franciszkanin – ojciec Kordian Szwarc. Duchowni nie stronili od tematów trudnych. Dyskutowali o grzechu, śmierci, tolerancji, prawdzie, cierpieniu, ale i mądrości dziecka. Pytanie ojca Kordiana dla ojca Leona było możliwością wygłoszenia mini kazania. 
Jest ojciec bardzo rozpoznawalną postacią. Nie oszukujmy się, pewnie ze słowem „celebryta” się już ojciec spotkał. Czyli można powiedzieć: „ojciec Leon Knabit benedyktyn celebryta”. Prawie 30 tysięcy lajków na Facebooku!
Tak???

Tak!
Co to jest w Polsce na 38 milionów?

Twitter, Instagram, blog, pomad 30 publikacji…
44.

Przepraszam…
I setki wywiadów. Chwalę się… Dwa artykuły co tydzień – w gazetce parafialnej w Tyńcu i w Dzienniku Polskim w Krakowie.

Czy to jest brzemię, że jest ojciec rozpoznawalny, gdziekolwiek ojciec się pojawi?
Dziwię się raczej, jak mnie nie rozpoznają.

Proszę ojca, to są setki kilometrów przejechane w ostatnich czasach, mnóstwo spotkań, ogromna witalność. Ja przejadę kilkadziesiąt kilometrów to jestem strasznie zmęczony, musze odpoczywać. Ojciec przyjechał z podróży, buzia mu nie zamyka się… Na usta od samego początku ciśnie się pytanie, jak to można zrobić?
Kilka razy zamykałem. To nadinterpretacja.

Jak to ojciec robi?
Po prostu żyję. Metoda jest taka, że nie mam 87 lat, ale cztery razy po 20 plus siedem. Zawsze działa jedna dwudziestka, a trzy odpoczywają. Jedna się zmęczy, to daję następne. Można żyć, a żyć. Poza tym, w podróżach bardzo uważam, żeby nie jeździć niebezpiecznymi szlakami. W tamtym roku leciałem 10 kwietnia samolotem z Warszawy. Bardzo pilnowałem, żeby nie poleciał do Smoleńska. Doleciał do Rzymu i dzięki temu jestem tu dzisiaj. Z czego bardzo się cieszę. Panu Bogu chyba na mnie zależy… Kiedy miałem 23 lata byłem słaby i chory. Musieli mnie pół roku wcześniej wyświęcić na księdza. Biskup, który nie za bardzo wiedział, jak to będzie, miał dobrą rękę. Dziś mam 63 lata kapłaństwa. Powoli człowiek już odchodzi… Na końcu psa jest ogon. Ogon jest coraz cięższy i powoli ustaje – tak będzie powolutku ze mną. A kiedy? Nie wiem. Kiedy się ostatnia bateria wyczerpie. Poza tym, chyba po mamusi, mam pogodę ducha i świadomość tego, czego bratu też życzę, że jestem na swoim miejscu. Jeżeli w kościele katolickim się dobrze czuję i mam dobrego proboszcza, nie myślę o odejściu. Jeżeli cieszę się ze swojej płci – że jestem mężczyzną, kobietą, to wspaniale się realizuje jako mężczyzna czy kobieta. W 1947 roku w Siedlcach znajomy kleryk powiedział mi, że mam powołanie i uwierzyłem, że to był głos Boży. Od tej pory nie mam żadnych wątpliwości co do tego. Jeżeli człowiek jest niezadowolony z czegoś, co jest w nim, lub w okolicy, wtedy narzeka i ma pretensje. Jak jest zadowolony, ma mniej problemów i stresu. Im jestem starszy, tym spokojniejszy, mniej się przejmuję. Kiedyś trzeba będzie odejść. Każdy odchodzi. Ja jestem drugi do odstrzału w klasztorze. Pierwszy ma 95 lat, ja 87 – osiem lat różnicy, z tym, że Pan Bóg wybiera rozmaicie. Nie przebiera, tylko wyłamuje sztachety z płotu, ze środka.

Dziękuje ojciec Bogu za to, że jest mężczyzną, a jednak nie przeszkodziło to ojcu założyć swojego czasu czerwonych korali i tak paradować po Krakowie…          
Kraków, który przygotowywał się do Światowe Dni Młodzieży poszukiwał młodej twarzy, która ma reprezentować Małopolskę. Szukali wśród wszystkich Małopolan – od przedszkola aż po 100-latków. I znaleźli. Uważali, że ja będę najlepszy. Nie wiem dlaczego. Jak patrzę w lustro nie jestem sobą zachwycony, ale im się podobałem. I tak to lepsze niż, gdyby było odwrotnie – gdybym ja był sobą zachwycony, a inni nie chcieli mnie przyjąć. Zapytali mi się: „Proszę ojca, korale są nieodłączną częścią stroju krakowskiego – czy ojciec reflektuje?” Odpowiedziałem „Proszę bardzo – rupta co chceta”. Wszystkim się bardzo podobało, tylko jedna pani, chyba w Rzeczpospolitej, skrytykowała całkowicie. Uznała to za wykręcenie nauki papieża i kościoła oraz kpiny z habitu. Dlatego też bądźmy poważni – zacznijmy się śmiać. Człowiek, który jest zawsze poważny, nie daj Boże napuszony, nie zasługuje na to, aby go poważnie traktować. Nie chodzi o śmiech szyderczy czy udawany, ale pogodny i radosny. Gdy się go słyszy, ma się zaufanie do człowieka. Ludzie powinni się starać tak serce kształtować, aby wynikiem dobrze ukształconego serca była miła gęba.

(brawa) Reakcja publiczności świadczy o tym, że spotyka się ojciec z przychylnością, sympatią, ale przecież nie zawsze tak jest. Nie każdy ojca artykuł, nie każde ojca działanie, jak w przypadku tych bilbordów w Krakowie, spotyka się z pochlebnymi komentarzami…
Przyznaję szczerze, że jestem rozpieszczany przez życie. To co mówię, czy to co piszę na blogu, zbiera tak dużo pozytywnych opinii, że aż się wstydzę. (…) Modlitwa mi pomaga. Modlę się za tych, którym nie idzie, nie mają czasu, możliwości. Nie boję się tego robić. Dzięki temu się trzymam. Miłosierdzie musi być. Ono jest konieczne, ale bez oparcia w modlitwie będziemy jeszcze jedną organizacją pozarządową, przed czym ostrzegał papież Franciszek mówiąc z głębi serca. A papież Benedykt powiedział: „Elementem konstytutywnym kościoła są: słowo, liturgia i miłosierdzie. Jeżeli czegoś brakuje, to nie jest kościół katolicki”. Staramy się. Dzisiaj nie czuję się, żebym był wśród ludzi starszych. Jestem patronem przedszkola nr 133 w Tyńcu – łażę z dzieciakami po podłodze i śpiewam: „Pod czerwonym grzybkiem, przy krzaczku poziomek, Mają krasnoludki swój malutki domek”, jestem w Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Pan Bóg daje łaskę. Ks. Władysław Korniłowicz – świątobliwy sługa Boży z Dzieła Lasek pod Warszawą w konferencji do sióstr zakonnych powiedział: „Proszę sióstr, wyrzucamy z naszego słownika słowo <<obcy>>. Nie ma obcego. Każdy jest swój”. Oczywiście bardzo roztropnie, bo ludzie są ludźmi.

Jak to zrobić?
Ja do każdego człowieka mam podejście otwarte. Jeżeli pan Jaruzelski się wyspowiadał, nie mam prawa nikogo oskarżyć o to, że jest głupi, świnia, cham i jeszcze dzieło szatana. Każdego człowieka należy szanować. W duchu szacunku do człowieka można mu powiedzieć: „Słuchaj, mi się twoje zachowanie nie podoba, ale cię szanuję”. Koniec. Czy to jest dziecko, rodzice, czy ksiądz.

Kiedy przegląda się ojca książkę: „O czym myślą kobiety?”, tematy tam poruszane dotyczą różnych sfer, nie są łatwe. Pytania wydaje się, za przeproszeniem – jak na dziadka – bardzo trudne, a jednak ojciec opowiada z wielką łagodnością. Wydawałoby się na początku, że będzie tam nadmierne miłosierdzie, może nawet wyrozumiałość i tolerancyjność, a jednak nie stroni ojciec od jasnej, klarownej nauki, która wynika z troski o młodego człowieka. Jak to godzić w sobie?
Poprzez poszukiwanie prawdy. Każdy człowiek dzisiaj sobie swoją prawdę komplikuje. Papież św. Jan Paweł II bardzo ostro wypowiedział się na temat prawdy. Mówił, że dzisiaj, kiedy ludzie walczą z Bogiem, nawet gdy o tym nie mówiąc, lubią do tej sytuacji podchodzić z boku. Mówią, że człowiek jest ważny, ma wielką autonomię i wolność. Zapominają o prawdziwym pojęciu wolności. Nie ma wolności absolutnej. Nie ma mowy! Wolność absolutna to jest anarchia. Teraz, kiedy każdy z 8 miliardów ludzi ma swoją prawdę, jeżeli w domu rodzinnym – ojciec, matka i dziecko – każdy ma swoją prawdę i nie mają wspólnych wartości, dzieje się małe zamieszanie. Dlatego trzeba zrezygnować z prawdy – poprawności politycznej, tego co wypada, a co nie wypada, tylko mówić – owszem z miłością, ale mówić to, co jest rzeczywiście. Wtedy, czy młodszy czy starszy, zrozumie, że miłość to nie tylko pożądliwość, ale i troska o dobro drugiego człowieka.

Kiedy dziewczyna i chłopak mieszkają razem, babcie zwykle mówią: „Boziu dobry – jak się tam kochają, to niech się kochają”. To nie można tak powiedzieć! Nie należy przywiązywał chłopaka czy dziewczyny do łóżka za nogę, ale należy powiedzieć: „Postanowiłeś współżyć, ale ja się z tym nie zgadzam. Żebyś potem nie powiedział, że robiliśmy źle, a tata i mama się na to zgodzili. My się nie zgadzamy.”. Trzeba wyrazić konkretne stanowisko wobec grzechu, ale nigdy nie potępiać człowieka. Kościół katolicki w swojej historii wyniósł na ołtarze tysiące ludzi, a o nikim nie powiedział, że jest potępiony na wieki – ani o Hitlerze ani o Stalinie. O nikim tak nie może powiedzieć, bo tylko Jezus wie, co siedzi w człowieku. (…) Każdy człowiek jest kandydatem do tego, żeby po śmierci siedział w niebie. To jest nasze chrześcijańskie miłosierdzie – głębsze poznanie nauki katolickiej i umiłowanie człowieka tak jak Bóg go umiłował. A mogą być tacy, którzy się na to nie zgodzą. Wtedy to już nie Pan Bóg skazuje ich na piekło, tylko oni sami. Nie da się człowieka zbawić na siłę. Jeżeli on nie chce, to trudno się mówi. Cielęcia się nie ochrzci, choć by mu się kubeł wody na łeb wylało.

Widział ojciec już wiele w swoim życiu. Żyjemy w świecie, gdzie ta nasza duchowość jest dość mocno deptana, jest, można tak powiedzieć, „wyjałowiona”. Z wielu miejsc na świecie docierają sygnały przemocy. Jak ojciec, z własnej perspektywy, patrzy na to, co się dzieje w świecie? W jaką stronę to zmierza? Jak sobie radzić z lękiem, z niepokojem, który dotyczy nie tylko świata, ale naszych rodzin – tego, co dzieje się w naszych domach, z naszymi dziećmi?
Im bliżej Pana Boga, tym łatwiej o pokój. Wydaje mi się, że grzech pierworodny wskazuje nam drogę do rozwiązywania tych problemów. Adam i Ewa – pierwsi rodzice – widzieli tylko dobro. Nie znali zła. Drzewo – symbol złego i dobrego – było czymś poza ich rzeczywistością. Dr. Wanda Półtawska – psychiatra opowiadała, że gdy jej córeczka była w pierwszej klasie i dzieci miały lekcję o raju, dziewczynka przyszła do niej i zapytała: „Mamusiu, czy Adam był twoim pacjentem?” „O co ci chodzi?” – dr nie zrozumiała. „Mamusiu przecież to wariat. Wszystko miał – raj, żonę, zwierzęta”… – usłyszała w odpowiedzi. Popatrzcie jak zwyczajne dziecko – wolne od poprawności politycznej – nazywa rzecz po imieniu. Człowiek swoim doskonałym rozumem zapragnął poznać coś, czego nie powinien poznawać. Pan Bóg powiedział: „Masz wszystko. Nie sięgaj dalej”.  A Pismo Święte mówi, że „głupi w sercu swoim nie ma Boga”. Niestety, my wychodzimy na głupków, kiedy grzeszymy. Ja też. (…) W Piśmie Świętym Bóg nie dał wyraźnych, katechizmowych regułek, tylko całą mieszankę – jak sałatka. Są tam bajki, przypowieści, pieśni, a teraz człowieku rozumem swoim wysil się o co mu chodzi. Całe lata uczymy się rozumieć Pismo Święte. Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Dlaczego półtoraroczne dziecko umarło? Dlaczego samolot pod Smoleńskiem się rozbił, a kapitan Wrona 260 ludzi posadził na brzuchu i nawet nie wiedzieli, że była awaria? Dlaczego jedni ludzie panu Bogu byli potrzebni, a drudzy nie? Pytamy i dostajemy po nosie. Wyrzucili nas z pracy, małżeństwo się nam rozpadło – jesteśmy wściekli na Pana Boga. Poczekajcie. Trzeba to przetrwać. W każdym położeniu dziękujcie Panu Bogu. I tu jest apel do otoczenia, żeby pobył, posiedział, zaprosił tę osobę do siebie, podał rękę. Pan Bóg, kiedy cierpiał w Ogrójcu poszedł do apostołów, chciał być razem z nimi. To jest wyzwanie dla miłosierdzia – rozglądajmy się za tymi ludźmi, którym jest ciężko. Nie uciekajmy od nich.
           
Zachodzę kiedyś do miłego domu, w którym błogosławiłem związek małżeński. Jak to w małżeństwach od czasu do czasu bywa, pojawiło się dziecko. Mała Hania – 5,5 roczku. Kiedyś do mnie mówi: „Niech się ojciec poczęstuje czekoladą”. A ja wtedy 11 lat miałem twardy post – ani mięsa ani czekolady ani kawy, więc mówię: „Ja jestem już stary. Nie jem czekolady”. Dziecko się zdumiało. „A moja babcia jest stara i je czekoladę” – odpowiedziało. Mówię: „Bo twoja babcia to nie jest byle jaka babcia. Twoja babcia może jeść czekoladę”. Ona patrzy na mnie ze zdumieniem: „A co znaczy byle jaka? Każdy jest jakiś”. Myślę: „Boże drogi – małe dziecko, a takie mądre!”. Teraz to często powtarzam – każdy jest jakiś. Godności człowieka nikt nie może zniszczyć. Ani jak cię zdepczą ani jak cię wsadzą do domu publicznego. Nigdy. Dla Jezusa Chrystusa zawsze jesteśmy kimś. Nigdy byle jakim. To bardzo pomaga. Nie ma żadnych trudności, bo „choćbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś ze mną”.

Rozmawiał: KORDIAN SZWARC OFM
Skróty pochodzą od redakcji
Źródło: foto. internet
2017-12-28 13:52 355

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.