Piątek, 17 Sierpnia 2018 - Zanny, Mirona, Jacka

Festiwal ewoluuje, ale trzyma się najważniejszego przesłania

Jaki będzie Jarocin Festiwal 2018? Na to pytanie odpowiada SEBASTIAN PLUTA – dyrektor Muzeum Regionalnego w Jarocinie, które, wraz z Biblioteką Publiczną Miasta i Gminy w Jarocinie, organizuje to ogromne muzyczne przedsięwzięcie. Odbędzie się ono w dniach 13-15 lipca.

Panie dyrektorze, w zeszłym roku motywem przewodnim był Czesław Niemen – tak świętowano okrągłą rocznicę jego koncertu w Jarocinie. Dlaczego w tym roku stał się nim Johnny Rotten?
Wybraliśmy go trochę na przekór. Zmiany wprowadzone w ubiegłym roku dotyczyły nie tylko lokalizacji, ale także stylistyki, prezentowanych gatunków muzycznych. To śmiałe posunięcie miało rozszerzyć spektrum zespołów, które mogły pojawić się na festiwalu. Dawaliśmy sobie szansę na powrót do fundamentów, które kiedyś tworzyły festiwal. Tak, aby pokazać najciekawsze zespoły, które w danym roku funkcjonowały na rynku oraz to, czym jest w obecnej chwili polska muzyka. W komentarzach pojawiających się pod informacjami o tych zmianach ulokowano zarzuty, że festiwal odchodzi od swoich korzeni z założeniem, że były one punkowe. Jasne, że te najważniejsze zespoły, które przebiły się do świadomości ogólnej – SS 20 (późniejszy Dezerter) czy Siekiera tu grały, natomiast punk rock wcale nie dominował.

Dlatego też w tym roku zdecydowaliśmy się na przekorny zabieg. Wybraliśmy postać, która jest wręcz pomnikowa, emblematyczna, jeżeli chodzi o punk, czyli Johnnego Rottena związanego z zespołem Sex Pistols, który de facto rozpoczął punkrockową ewolucję. Chcemy pokazać, że festiwal, przez odniesienia do tej muzyki, był – i nadal jest – ważnym elementem na muzycznej mapie Europy. Pragniemy przypomnieć tę postać i muzykę, ale nie w ten najbardziej oczekiwany sposób. Drugim ambasadorem Jarocin Festiwal jest Wojciech Mazolewski, który też ma punkowe korzenie, choć poszedł w stronę muzyki jazzowej. Połączenia, które, mam nadzieję, pojawią się w jego występie, dadzą niepowtarzalne koncerty. Wyjątkowe i charakterystyczne właśnie dla Jarocina.

Punk to muzyka, która buntowała się przeciwko rzeczywistości. Nasz bunt polega na tym, że nie pokażemy go w literalny sposób. Udowodnimy, że interesuje nas jako stan świadomości. Bo my też – jako organizatorzy imprezy – trochę się buntujemy. Przed tym, aby Jarocin Festiwal nie postrzegać tylko przez pryzmat punka. Rozszerzamy jego formułę i proponujemy gatunki, które do tej pory nie kojarzyły się z Jarocinem, a są ważne dla współczesnej muzyki rockowej.

Wojtkowi Mazolewskiemu tak bardzo spodobało się w zeszłym roku na Jarocin Festiwal, że tym razem przyjął na siebie rolę ambasadora?
Wśród ambasadorów wypatrujemy ludzi, którzy rozumieją przesłanki kierujące nami. Szukamy tożsamości festiwalu po to, aby tworzyć niepowtarzalne elementy związane z  muzyką. Koncert Wojtka Mazolewskiego w zeszłym roku był jednym z lepszych i zapewne jakieś fluidy zafunkcjonowały, ale jest to też nietuzinkowy artysta. Jego związki z punk rockiem dobrze wpisują się w to, jak festiwal, mam nadzieję, będzie się rozwijał artystycznie. Na tym ta zeszłoroczna zmiana miała polegać – aby zacząć poważnie myśleć o festiwalu jako o wydarzeniu, które ma zostawiać po sobie ślad. Te możemy już obserwować w Powracającej Fali, Nowszej Aleksandrii, czy Zalewskim śpiewającym Niemena. Mam nadzieję, że to, iż koncerty Krzysztofa Zalewskiego z muzyką Czesława Niemena się bardzo dobrze sprzedają jest też naszą zasługą. Cały czas usilnie pracujemy nad tym, aby Jarocin stawał się coraz istotniejszym elementem na mapie kulturowej i festiwalowej Polski. Nie tylko będąc kolejnym zestawem zespołów przyjeżdżających na miejsce imprezy. Chcemy, aby po nim zostawało coś na trwałe związane z naszym miastem.

Rok temu o tym czasie przypuszczał pan, że Czesław Niemen na Jarocin Festiwal okaże się takim strzałem w dziesiątkę?  
Śp. Czesław Niemen był wybitną postacią, jeżeli chodzi o twórczość muzyczną. Na festiwalu rzeczywiście fajnie zagrał. To zasługa Michała Wiraszki. On wymyślił Krzysztofa Zalewskiego jako wokalistę, który udźwignie brzemię wielkiej postaci i nada tym utworem niepowtarzalne brzmienie. Sztuką nie było robienie cover-ów z tych utworów, ale właśnie nadawanie im piętna, które pokaże, że to jest Czesław Niemen w interpretacji Krzysztofa Zalewskiego, a nie Czesław Niemen udawany przez Krzysztofa Zalewskiego.

Wspomniał pan Michała Wiraszkę. Czy z jego postacią dyrektora artystycznego na Jarocin Festiwal jest tak, jak w sporcie – zwycięskiego składu się nie zmienia?
Poprzedni rok był czasem dużego ryzyka. Sądząc po komentarzach i sytuacji dziejącej się w sieci było wiadomo, że jako organizatorom festiwalu będzie nam trudno. Musieliśmy zmagać się z przekonaniem ludzi do zaproponowanej przez nas formuły i tego, że to my koniec końców będziemy mieli rację, a nie ci, którzy nas krytykują. Michał Wiraszko jest osobą z pokładami inwencji twórczej. To kreatywny artysta mający rozeznanie na współczesnej scenie muzycznej. Na razie współpraca nam się układa. Umowę na organizację festiwalu z gminą mamy podpisaną na ten rok. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak będzie to wyglądało w przyszłości.

Po dotychczasowych ogłoszeniach artystów widać, że na scenach Jarocin Festiwal 2018, gdzie spotkają się m.in. Coma, Marek Dyjak, Kortez, The Dumplings i Kękę, nie brakuje różnorodności. Równocześnie zestaw ten nie spotyka się z tak ogromnym internetowym hejtem, który mogliśmy obserwować w zeszłym roku. Panie dyrektorze, jak wam się to udało?
Bazujemy na legendzie festiwalu. Nigdy się od niej nie odcinaliśmy, ale zaczęliśmy ją postrzegać w trochę innym wymiarze. Nie stricte komercyjnym. Bardziej artystycznym. Wpływ na te dobre komentarze ma zapewne także fakt, że festiwal rzeczywiście wrócił do miasta, a ono ma mnóstwo swoich walorów. Nie tylko architektonicznych, ale też wynikających z tego, że mieszkają w nim ludzie utożsamiający się z tym wydarzeniem. Nadający mu indywidualnego charakteru, nie traktujący festiwalowiczów jak intruzów, a raczej tych, którzy nadają kolorytu miastu. To ciekawie ze sobą współdziała. Formuły festiwali ewoluują. Już nie są tylko imprezami muzycznymi. Liczą się też elementy związane z warunkami bytowymi, z tym, żeby można było coś dobrego zjeść, żeby można było pójść nie tylko na koncert, ale i na spotkanie. To jest kompleksowa oferta. Odbudowując i wzbogacając renomę festiwalu pracujemy nad tym, aby Jarocin był po prostu fajnym miejscem, do którego warto przyjechać, bo przez trzy dni można tu zobaczyć wiele rzeczy z dziedziny ogólnokulturowej.

Wśród artystów Jarocin Festiwal 2018 pojawiło się także Pussy Riot. Czy możemy się spodziewać innych zagranicznych artystów?
Line-up nie został jeszcze zamknięty. Sam występ Pussy Riot jest pokazaniem, że punk rock ma też takie swoje oblicze – idące w stronę teatru, ale wciąż z mocnym przekazem tekstowym. To, że one grają w Polsce po raz pierwszy i to w Jarocinie, też jest ważną rzeczą. Trafiły do nas nieprzypadkowo. Ich występem chcemy przypomnieć, że Jarocin Festiwal zawsze był miejscem, które niosło z sobą ważne treści – zespół walczący z układem panującym w Rosji jest dla nas istotny. W Jarocinie można prezentować takie poglądy i muzykę, a one komponują się z historią imprezy.

Również fani metalu znajdą coś dla siebie. Jak doszło do połączenia Black Waves Fest z Jarocin Festiwal?
To lokalna impreza, której dwie edycje odbywały się w Spichlerzu Polskiego Rocka. Trzecia zaprezentuje zespoły bardziej niszowe, ale mające wierną publiczność. Dzięki temu połączeniu udowodnimy, że festiwal nie zamyka się na żadne gatunki muzyczne i wie, co aktualnie jest najciekawsze na muzycznej scenie Polski. 

A jak będzie wyglądało rozplanowanie scen na Jarocin Festiwal 2018?
Ich układ będzie podobny do tego, który zaproponowaliśmy rok wcześniej. Scena Główna zostanie usytuowana przed Pałacem Radolińskich. Znajdą się one też w ruinach kościoła św. Ducha, w Spichlerzu Polskiego Rocka i na rynku. Ta ostatnia zmieni trochę swój charakter. W ubiegłym roku bardzo dobrze się sprawdziła, ale nie udało nam się uniknąć podzielenia starówki. Teraz zależy nam na tym, aby była otwarta. Chodzi o to, by rynek grał, by na nim była muzyka, by się dużo działo. Tam wystąpią zespoły, które dostały szansę pokazania się na Jarocin Festiwal. Nie deprecjonujemy tych artystów. Są wartościowi, tylko że na początku swojej drogi. W żadnym wypadku nie traktujemy ich jako „zapchajdziurę”. Starówkę należy lepiej eksponować. Zrobić z niej przyjazną przestrzeń, która pozwoli na gromadzenie się ludzi i na to, by około 18:00 przemieścili się do parku, gdzie zespoły będą grały na scenie przed pałacem i w ruinach kościoła.

Scena Ruiny staje się ekskluzywną?
To miejsce ma doskonałą akustykę. Anturaż ruin można ciekawie zagospodarować poprzez światła i elementy, które budują nastrój. Zapraszamy tam zespoły, które będą grały muzykę wartościową, ale troszkę lżejszego gatunku (np. Kortez – przyp. red.). Zależało nam, aby na Scenie Ruiny pojawiały się koncerty wyjątkowych artystów, którzy godzą się na to, aby prezentować się właśnie w takim otoczeniu, dla stosunkowo niewielkiej liczby publiczności. Myślę, że w tym roku też będzie to fantastycznie zagrane.

Jaką rolę w Jarocin Festiwal odegra Spichlerz Polskiego Rocka?
Taką, jak zawsze. Mamy tam zaplanowane wystawy, spotkania, koncerty (m.in. Black Waves Fest), animacje dla dzieci, ogłoszenie laureata Jarocińskich Rytmów Młodych… Cały czas staramy się, aby Spichlerz był miejscem festiwalowego życia.

Jesteśmy po pierwszym koncercie eliminacyjnym Jarocińskich Rytmów Młodych 2018. Jak, wygląda tegoroczna edycja konkursu?
Znów trochę zmieniliśmy jego formułę. W zeszłym roku były to koncerty odbywające się w różnych miastach Polski. Tym razem mamy trzy w Warszawie, w sali im. A. Osieckiej, w radiowej Trójce. Jeden odbędzie się w Spichlerzu Polskiego Rocka w Jarocinie. W ich jurorzy (w składzie: Katarzyna Nosowska – jarocińska debiutantka z roku 1992, Piotr Metz – dyrektor muzyczny radiowej Trójki, Artur Rawicz – dziennikarz, Michał Wiraszko – dyrektor artystyczny Jarocin Festiwal i Tomasz Jankowski – koordynator JRM) dokonają oceny zespołów, które zakwalifikowały się do półfinałowej dwudziestki. Z niej powstanie czwórka, która będzie miała szansę zagrać na Dużej Scenie i zostać laureatem Jarocin Festiwal 2018. Pierwszego finalistę już mamy. Został nim zespół Przybył z Poznania.

Cały czas Jarocińskie Rytmy Młodych są dla nas ważne. Mamy świadomość, że festiwal zawsze promował polską muzykę i ma do spłacenia spory dług w stosunku do młodych zespołów. Ta promocja im się należy. Komercjalizacja mediów powoduje, że nieznane kapele, jeśli nie mają szczęścia, nie są w stanie przebić się do mediów. 350 zgłoszeń do Rytmów pokazuje, że w nich cały czas drzemie niewykorzystany potencjał. Nasza współpraca z Trójką wynika też z tego, że tam – w radiu opłacanym przez abonament i mającym misję –  łatwiej promować tego typu zespoły. Chcielibyśmy dawać im szanse na rozwój kariery. Liczymy na to, że udział w festiwalu będzie dla nich przygodą, która pokaże im na czym polega bardziej profesjonalne bycie na scenie. Da szansę dalszego budowania swojej kariery i rozwijania jej.

A co z wydarzeniami współtowarzyszącymi festiwalowi?
Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że zorganizujemy spotkanie z Johnnem Rottenem. Aktualnie jesteśmy przy zasadniczej części festiwalu, czyli muzycznej. Ogłoszenia zespołów będą trwały jeszcze przez kilka tygodni. Myślę, że w maju odsłonimy kulisy związane z tym wszystkim, co będzie działo się obok muzyki.

Jaki, pana zdaniem, będzie więc Jarocin Festiwal 2018?
Rzetelnie na to pytanie będę mógł odpowiedzieć 16 lipca 2018 roku, gdy zamkniemy jego tegoroczną edycję. Mam nadzieję, że po tym co zaproponujemy, jeżeli chodzi o gatunki muzyczne, pokażemy, że impreza mocno ewoluuje, ale równocześnie trzyma się swojego najważniejszego przesłania – pokazywania tego, czym jest współczesna polska muzyka, jak się zmienia, jak ewoluuje, jak na scenie pojawiają się ciekawe zespoły... Myślę, że będzie to kolejny fajny festiwal, który podtrzyma to wszystko dobre, co działo się w poprzednim roku, ale też zaprezentuje sporo nowych, ciekawych rzeczy. Sądzę, że Rotten, Mazolewski, Pussy Riot to zespoły, które pozostawią po sobie niezapomniane koncerty. Mam nadzieję, że nie będzie gorzej niż w roku ubiegłym, a ludzie wyjadą z Jarocina zadowoleni.

Rozmawiała NATALIA PLUTA
Źródło: Foto. N. Pluta
2018-04-03 13:43 233

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.