Poniedziałek, 10 Grudnia 2018 - Julii, Danieli, Bogdana

Jasiek muzykant z Osieka

Jest samoukiem. Nie ukończył żadnej szkoły muzycznej, a dziś jest światową legendą jazzu. Jego ojciec Czesław urodził się w Osieku koło Jarocina. Wieczorem 12 lipca na jarocińskim rynku zagra Jan Garbarek. - To będzie piękny, niezapomniany koncert Jaśka - zapewniają najbliższe kuzynki artysty mieszkające w Jarocinie i w Poznaniu.

Czesław Garbarek urodził się w 1920 r. w Osieku. Chodził do szkoły w Cząszczewie, a następnie do jarocińskiego gimnazjum. Ukończył studium administracyjne. Miał być urzędnikiem. Wojna jednak wszystko zmieniła. - Urodziłam się 16 stycznia 1943 r. i on mnie jeszcze  trzymał do chrztu - opowiada Jadwiga Podeszwa, z domu Kuś, córka Krystyny, siostry Czesława Garbarka. -  To był tzw. chrzest z wody, bez udziału księdza.  Kościół był zamknięty, proboszcza wywieziono do Dachau. Krótko po tym Niemcy wywieźli także wuja Czesława, naszą babcię i jej córkę. Znaleźli się daleko, gdzieś w okolicach Hamburga.  Już w Niemczech Czesław Garbarek został wcielony do organizacji Todt, mającej za zadanie budowę obiektów wojskowych, lotniczych i autostrad. W czasie II wojny światowej zatrudniała robotników przymusowych z okupowanych krajów. - W ramach organizacji Todt wuja Czesława wywieziono dalej, do Norwegii. Tam poznał swoją przyszłą żonę, Norweżkę.  Postanowił pozostać w Norwegii. Z tego małżeństwa urodził się Jan Garbarek - wyjaśnia Krzysztof Kuś, brat Jadwigi. - Mama opowiadała nam romantyczną historię. Wujek Czesław był już na statku wypływającym do Polski, ale zszedł z pokładu, bo do portu przyszła Karin. Wtedy zdecydowali, że zostaną na zawsze razem - dodaje Anna, młodsza siostra Jadwigi.

Sam Jan Garbarek, koncertując w 2009 r. już jako światowa legenda jazzu w wywiadzie dla „Jazz Forum”, tak to wspominał: - Mój tata, Czesław Garbarek dostał się do niemieckiej niewoli i spędził ją w obozie pracy w Norwegii. Po wyzwoleniu został w Norwegii, gdzie poznał moją mamę, Karin. Pobrali się w Oslo trzy tygodnie po pierwszym spotkaniu. (...) Urodziłem się w 1947 roku w obozie dla przesiedleńców. Jednak ani to, że moja mama była rodowitą. Norweżką, ani to, że urodziłem się w tym kraju, nie pozwoliło na to, bym otrzymał norweskie obywatelstwo. Takie były przepisy. (...) Dopiero kilka lat temu znalazłem korespondencję mojego ojca z władzami, z której dowiedziałem się, że chciano nas deportować do Francji. Ojciec zaczął się ubiegać o obywatelstwo w 1945 roku, a przyznano mu je chyba w 1953 lub 1954. Wtedy i ja zostałem Norwegiem.

Na przestrzeni dziesięcioleci Jan Garbarek zawsze był pytany przez polskich dziennikarzy o swoje polskie korzenie. Tak było, kiedy w roku 1973 pojawiał się w Warszawie na festiwalu Jazz Jamboree, jako dwudziestosześciolatek. "Podobał się także młody, ale już znany saksofonista norweski, polskiego zresztą pochodzenia - Jan Garbarek" - relacjonował jeden z dziennikarzy. Dziesięć lat później Jan Garbarek znalazł się już na okładce miesięcznika "Jazz Forum" jako gwiazda światowego jazzu. W udzielonym wówczas wywiadzie mówił: "Mój ojciec przyjechał teraz ze mną do Warszawy. Na koncercie była również ciotka z Jarocina. Ojciec pochodzi z tamtych stron, urodził się w wiosce Osiek. (...) Byłem tam z rodziną na wakacjach w 1960 roku."   

Tak pobyt w Polsce rodziny Garbarków pamięta Jadwiga Podeszwa. - Kiedy pierwszy raz przyjechali całą rodziną, to położyliśmy Jasia spać pod pierzyną. Zaczął się dusić. Okazało się, że jest uczulony na pierze. Później już przywozili swoje śpiwory. Kolejny raz przyjechali w 1964 roku na ślub Jadwigi. - Moje wesele było w domu rodzinnym w Osieku. Jan miał wtedy 17 lat. Brał po kolei do ręki instrumenty kapeli i próbował grać. Krzysztof Kuś wspomina: - Jasiu chwycił saksofon i próbował zagrać, ale miał problemy. Jak to na weselach, wszyscy byli już lekko podchmieleni, orkiestra też. Ustnik był zapluty i Jasiu, może nie z odrazą, ale pewnym oporem zaczął grać. Zachwycony tym instrumentem raczej nie był.

Jadwiga Podeszwa: - Wiadomo, jak to sie grało na wiejskich weselach, byle głośniej, aby cała wieś słyszała i ludzie przyszli pod okno. I cała wieś przyszła, ogródek nam stratowali, ale nie przyszli dlatego, że Jan grał, bo przecież Jan miał wtedy tylko 17 lat i nie był jeszcze znanym muzykiem. Sąsiedzi przyszli zobaczyć Czesława i tą jego norweską kobitę, chociaż to była już któraś jego wizyta.

Później, w latach 70. i 80., to rodzina Garbarków i Kusiów z Osieka była zapraszana przez Czesława i Jana na koncerty artysty, który zdobywał światowe uznanie i sławę. - Nasi rodzice bywali na koncertach Jana w Warszawie. Moja mama jechała z Osieka do Warszawy na Jazz Jamboree, ale nie po to, aby posłuchać światowych gwiazd jazzu, ale aby spotkać się z bratem Czesławem, bo on zawsze towarzyszył Janowi po to, aby spotkać się w Polsce z rodziną. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat Jan Garbarek wystąpił też trzy razy w Poznaniu: w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich, w farze i w Auli Uniwersyteckiej. Zawsze zapraszał swoje najbliższe kuzynostwo: Jadwigę, Annę i Krzysztofa. Po koncercie na Targach w grudniu 1996 r. pani Jadwiga wysłała swoją relację do tygodnika "Poznaniak". Ukazała się w rubryce "Moje najciekawsze przeżycie", opatrzona tytułem "To był wspaniały koncert!".

„Jak to się stało, że znalazłam się na tym koncercie? Przecież nie lubię muzyki jazzowej, nie przemawia do mnie, poza tym nie znoszę hałasu. (...) Znalazłam się tam wyłącznie z powodu Jana Garbarka. To mój kuzyn. Poznańska prasa podawała, że rodowód Jana Garbarka sięga Wielkopolski. Któż jednak wie, że dokładnie ziemi jarocińskiej? Maleńkiej wioski oddalonej o 7 km od Jarocina? Ojciec Jana Garbarka - Czesław urodził się w Osieku. On i moja mama, Krystyna Kuś, to rodzeństwo. Tak więc byłam na koncercie jazzowym, słuchałam gry najlepszego saksofonisty świata. (...) Siedziałam z mym rodzeństwem przy stoliku tuż obok sceny. Jan mrugnął porozumiewawczo do mego brata. Zaczął grać. Nie wiem, kiedy minęła godzina przeznaczona na występ Jana Garbarka i jego zespołu. Byłam oczarowana. Chłonęłam muzykę wszystkimi zmysłami. Przez chwilę nie pomyślałam o decybelach. Patrzyłam z dumą na mojego kuzyna Jasia, który, ilekroć brał instrument do rąk, pobudzał publiczność do oklasków. Dawałam się ponieść euforii z całą publicznością, wypełniającą po brzegi halę targową. Wstawałam, by klaskać do bólu rąk. Ponad oklaski poleciał okrzyk "Janek". (...) Jan Garbarek wrócił do Norwegii, a ja nigdy nie zapomnę tego koncertu.”

- W Jarocinie też będzie piękny, niezapomniany koncert Jaśka - zapowiada pani Anna i dodaje: - Cieszymy się również na spotkanie z Jaśkiem, bo już dawno się nie widzieliśmy. Z pewnością do takiego spotkania dojdzie. Niemiecki agent koncertowy Jana Garbarka przekazał prośbę artysty, aby jego najbliższa rodzina mogła zasiąść tuż przy scenie. Zasiądą, zaproszeni przez Jana Garbarka, burmistrza Jarocina i organizatorów Jarocin Festiwal. Zaproszeni zostaną także mieszkańcy Osieka, w którym Jan Garbarek zagrał 54 lata temu, jako siedemnastolatek, na ślubie swojej kuzynki Jadwigi...

Jan Garbarek z zespołem złożonym również z gwiazd światowego jazzu wystąpi na jarocińskim rynku w czwartek 12 lipca o godz. 20.30. Na płycie będzie rozstawione kilkaset krzeseł, numerowanych miejsc dla publiczności. Bilety na koncert Jana Garbarka można nabywać na www.biletomat.pl i w Spichlerzu Polskiego Rocka w cenie 99 zł. Osoby, które wcześniej zakupiły karnety na Jarocin Festiwal 2018 mogą skorzystać ze specjalnej oferty i nabyć bilet na koncert norweskiego saksofonisty w cenie 50 zł.
Źródło: foto. jarocin.pl i materiały prasowe JF 2018
2018-07-12 11:33 171

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.