Dzisiaj jest: 21.7.2019, imieniny: Danieli, Wawrzyńca, Wiktora

Wczesne wspomaganie rozwoju bez odpowiedniego wsparcia

Dodano: 4 miesiące temu Czytane: 131 Autor:

Najwyższa Izba Kontroli zbadała 26 instytucji zajmujących się wczesnym wspomaganiem rozwoju dzieci. Wyniki kontroli nie napawają optymizmem. Wskazują mnóstwo błędów do natychmiastowej poprawy.

Wczesne wspomaganie rozwoju bez odpowiedniego wsparcia
- System wczesnego wspomagania rozwoju i pomocy dla dzieci z dysfunkcjami i ich rodzin jest w Polsce źle zorganizowany – mówi wprost Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyżej Izby Kontroli.

Warto tu wiedzieć, że wczesnym wspomaganiem rozwoju nazywa się zespół wielokierunkowych oddziaływań skierowanych na dziecko, co do którego zdiagnozowano lub podejrzewa się nieprawidłowości rozwojowe. Polega ono na pobudzaniu psychoruchowego i społecznego rozwoju dziecka od chwili wykrycia niepełnosprawności do czasu podjęcia nauki w szkole. Zakres tego oddziaływania może być bardzo różny, w zależności od zdiagnozowanych przez specjalistów deficytów rozwojowych. Może ono obejmować: psychomotorykę, sferę komunikacji, mowy i języka, funkcjonowanie zmysłów dziecka, itd. Wczesnym wspomaganiem rozwoju może być objęte każde dziecko od chwili wykrycia pierwszych sygnałów nieprawidłowego funkcjonowania do czasu podjęcia przez nie nauki w szkole podstawowej. Wsparciem objęta jest też rodzina dziecka.

Pomoc pięknie wygląda w definicji i na papierze. Badanie przeprowadzone przez Najwyższą Izbę Kontroli pokazało, że w rzeczywistości program wczesnego wspomagania rozwoju dziecka ma się znacznie gorzej. W 26 skontrolowanych placówkach pracownicy instytucji zarządzanej przez Krzysztofa Kwiatkowskiego znaleźli cały szereg błędów i wypaczeń wymagających natychmiastowej naprawy i poprawy. 

Opóźnione diagnozy
Specjaliści dowodzą, że w przypadku dzieci, u których stwierdzono nieprawidłowości w rozwoju psychoruchowym, ważne jest, by działania wspomagające zostały podjęte jak najwcześniej. Nie trudno wywnioskować, że im wcześniej zostanie postawiona diagnoza zaburzeń i zgodnie z nią zaplanowane wsparcie dziecka i jego rodziny, tym lepsze może przynieść ono efekty. - Tymczasem dzieci diagnozowane są zbyt późno, a sam proces zdiagnozowania trwa zbyt długo – mówi Krzysztof Kwiatkowski. Jak dowodzi prezes NIK, w poradniach nie działa właściwie mechanizm wczesnego rozpoznawania niepełnosprawności u dzieci. - Wydawane w skontrolowanych poradniach opinie o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dotyczyły głównie dzieci w wieku powyżej trzech lat (ok. 70 proc. opinii). Co więcej, duża część dzieci diagnozowana jest jeszcze później - dopiero w szkole – dodaje. Tylko około 19 proc. uczniów, u których stwierdzono niepełnosprawność w wieku szkolnym było zdiagnozowanych wcześniej – wydano im opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju.

NIK zauważa, że późne diagnozowanie dzieci – dopiero po ukończeniu trzech lat, a często nawet dopiero w szkole – spowodowane jest brakiem jasno określonego katalogu niepełnosprawności, które wymagają wczesnego wspomagania rozwoju. Precyzyjnie opisane są za to niepełnosprawności „szkolne”. - Dlatego część specjalistów (psychologów, pedagogów, logopedów) nie będąc pewnym, czy dziecko wymaga wczesnego wspomagania, wstrzymuje się z przyznaniem wsparcia czekając na potwierdzenie, czy zauważona dysfunkcja będzie się rozwijała, czy może z dorastaniem zaniknie – wyrokuje Krzysztof Kwiatkowski. Prezes NIK dodaje, że niektórzy, mając wątpliwości, oczekują od rodziców diagnoz wykonanych u zewnętrznych specjalistów. Dowodzi, że to z kolei wydłuża proces uzyskiwania opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju.

Specjaliści prowadzący zajęcia wczesnego wspomagania zwracają także uwagę na niską aktywność lekarzy rodzinnych i pediatrów w wykrywaniu niepełnosprawności u małych dzieci oraz na utrudnioną współpracę z rodzicami. - Często nie dostrzegają oni problemów u dziecka lub mają opór przed wizytą u specjalisty – mówi Krzysztof Kwiatkowski. Problemem jest też ograniczona dostępność badań i diagnozy psychologiczno-pedagogicznej. - Na wizytę w poradni czeka się średnio od trzech do czterech miesięcy. Powodem są głównie braki kadrowe w placówkach – informuje prezes NIK. Instytucja zauważa także, że od lutego 2017 roku uniemożliwiono diagnozowanie małych dzieci w poradniach niepublicznych. Trafiają one do publicznych placówek, co wydłuża kolejki do specjalistów.
W 64 proc. skontrolowanych poradni opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju wydano dopiero po upływie od czterech miesięcy do nawet trzech lat od pierwszej wizyty. - Tak długi czas potrzebny do dokonania diagnozy wynikał z oczekiwania na wyniki badań przeprowadzanych w poradni lub innych ośrodkach np. z uwagi na podejrzenia autyzmu, czy niedosłuchu. Czasochłonne okazywało się także gromadzenie przez rodziców niezbędnych dokumentów. W tym zaświadczeń od lekarzy specjalistów np. neurologów, czy psychiatrów lub niesłusznie wymaganych w niektórych poradniach orzeczeń o niepełnosprawności dzieci – mówi Krzysztof Kwiatkowski. Zastrzeżenia kontrolerów NIK wzbudziło także planowanie i udzielanie wsparcia. W części placówek realizowano jedynie wybrane zalecenia z opinii specjalistów. W innych ograniczano czas zajęć dla dzieci.

Niewystarczająca pomoc
Nawet długie oczekiwanie na wizytę u specjalisty i wydanie opinii nie gwarantuje, że dziecko wymagające wczesnego rozwoju zostanie objęte adekwatną terapią. - Tylko w połowie placówek stworzono odpowiednie warunki organizacyjne do prowadzenia zajęć czy zatrudniono odpowiednio wykwalifikowaną kadrę oraz stworzono właściwie warunki lokalowe – mówi Krzysztof Kwiatkowski. W większości skontrolowanych poradni stwierdzono nieprawidłowości w wydawaniu opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju, co powodowało, że nie były one w pełni pomocnym narzędziem w planowaniu wsparcia dziecka i jego rodziny. - Wciąż zdarzają się opinie, w których brak zaleceń zindywidualizowanych odnoszących się do potrzeb, możliwości i ograniczeń konkretnego dziecka. A zdarzały się też takie, w których stosowano wręcz gotowe szablony. Takie dokumenty nie mogły być pomocnym narzędziem w planowaniu terapii dla dzieci – informuje. - Niestety, w większości skontrolowanych poradni nadal stwierdzamy nieprawidłowości przy wydawaniu opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju. Udzielane wsparcie nie zawsze było w pełni dostosowane do zdiagnozowanych potrzeb dzieci – dodaje prezes NIK. W 40 proc. placówek nie organizowano dzieci pewnych form pomocy wskazanych w opinii.

Uchybienia dotyczyły przede wszystkim terapii psychologicznej i integracji sensorycznej. - Uzasadniono to brakami kadrowymi, problemami organizacyjnymi oraz ograniczeniami finansowymi – mówi prezes NIK. Nie we wszystkich skontrolowanych placówkach na bieżąco diagnozowano stan zdrowia dziecka i oceniano przydatność podjętych form terapii w celu poprawy ich skuteczności.  - W 40 proc. placówek nie robiono tego wcale lub robiono to niewłaściwie – podaje Krzysztof Kwiatkowski. Niepokojące jest również to, że w połowie zbadanych przez NIK placówek ograniczano wymiar godzinowy wsparcia. Dodatkowo,  przy i tak już okrojonej liczbie godzin, nie realizowano w całości wszystkich zaplanowanych zajęć. Aż w 96 proc. skontrolowanych placówek nie osiągnięto nawet 75 proc. ich wykonania, głównie z powodu absencji dzieci, ale także nieobecności w pracy osób prowadzących terapię. - W większość poradni nie było możliwości odrabiania zajęć. Często nie odbywały się one także w czasie wakacji i ferii. Tymczasem długa przerwa nie jest korzystna dla prowadzonej terapii – wskazuje Krzysztof Kwiatkowski. Jak równocześnie dowodzi prezes NIK, dużo w tej kwestii zależy od samej organizacji pracy w placówkach. Kontrola udowadnia, że w niektórych udało się wprowadzić taki system pracy, który umożliwiał dzieciom odrabianie niezrealizowanych zajęć.

NIK zauważa, że o zakresie przyznanej pomocy często nie decydowały potrzeby dzieci tylko dostępne środki. Tymczasem w latach 2015-2017 aż 68 proc. skontrolowanych placówek, na zajęcia odbywające się w ramach wczesnego wspomagania rozwoju, nie wykorzystało wszystkich przysługujących im środków w ramach części oświatowej subwencji ogólnej. - Powodem niewykorzystywania funduszy były przede wszystkim oszczędności samorządów, które mniej środków przekazywały do placówek. Na to nakładał się brak wiedzy ich dyrektorów, ile funduszy im się należy – uważa Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK. To jednak nie koniec listy uchybień, jakich dopuściły się placówki mającej w swojej ofercie wczesne wspomaganie rozwoju dziecka.

Najwyższa Izba Kontroli zwraca także uwagę na brak współpracy pomiędzy różnymi placówkami udzielającymi dziecku i jego rodzinie wsparcia, w celu zapewnienia kompleksowej i spójnej pomocy. - Nie ma wymiany informacji o dziecku i jego potrzebach pomiędzy np. poradniami pedagogiczno-psychologicznymi, a podmiotami leczniczymi i instytucjami opieki społecznej. Powodem takiego działania jest brak uregulowań prawnych zobowiązujących do takiej współpracy wszystkie te podmioty (należące do różnych resortów) – mówi Krzysztof Kwiatkowski. Z badania Najwyżej Izby Kontroli wynika, że często kontakt pomiędzy terapeutami z podmiotów leczniczych i oświatowych był możliwy tylko za pośrednictwem rodziców, którzy nie zawsze chcieli lub potrafili pośredniczyć w wymianie specjalistycznych informacji. Poradnie i specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze nawiązywały współpracę z przedszkolami, do których uczęszczały dzieci. Spójność działań w placówkach oświatowych (przedszkola i poradnie) zaburzał brak wymogu respektowania przez przedszkola zaleceń zawartych w opiniach o potrzebie wczesnego wspomagania.    

Wnioski pokontrolne
W wyniku kontroli NIK skierowano wniosek do Ministra Edukacji Narodowej o dokonanie nowelizacji ustawy - Prawo oświatowe o zapisy pozwalające na poprawę spójności działań terapeutycznych podejmowanych w odniesieniu do dzieci z niepełnosprawnościami w różnych placówkach oświatowych. - Wprowadzenie takiego rozwiązania przyczyni się do poprawienia komunikacji między terapeutami zajmującymi się dzieckiem w różnych placówkach oraz zapobiegnie przenoszeniu przez rodziców realizacji wczesnego wspomagania rozwoju np. z poradni do placówek wychowania przedszkolnego, co zaburza ciągłość terapii – dowodzi Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK. O ustosunkowaniu się Ministerstwa Edukacji Narodowej do tych zaceń instytucja nie informuje.
Inaczej jest w przypadku samorządów lokalnych. To one odpowiadają za finansowanie wczesnego wspomagania rozwoju dziecka, dlatego też otrzymały listę działań do poprawy. – Na 82 sformułowane wnioski 49 z nich zostało zrealizowanych, 20 jest w trakcie realizacji. 13 nie zostało jeszcze zrealizowanych – informuje Krzysztof Kwiatkowski. – Ponadto, od roku szkolnego 2018/2019, zatrudniono wymaganych specjalistów (głównie psychologów) oraz uzupełniono kwalifikacje osób wchodzących w skład zespołów realizujących wsparcie – dodaje prezes NIK. Jednoznacznie można więc stwierdzić, że realizacja wniosków pokontrolnych przyniosła poprawę warunków udzielania wsparcia.
 
Źródło: Magazyn Życie Wielkopolski
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.